Stop zwolnieniom z WF-u! Kolejna akcja, która nic nie zmieni?

22.09.2013 14:23
A A A Drukuj
Napisała do nas Pola zainspirowana kampanią, która ma powstrzymywać rodziców przed zwalnianiem dzieci z zajęć wychowania fizycznego. Tylko czy problemem są rodzice, czy sposób w jaki prowadzi się w szkole WF?

Widzieliście już w telewizji spoty tej akcji? Ma ona na celu promowanie wśród dzieciaków i rodziców aktywności fizycznej.

Swoją twarzą wspiera ją wielu znanych sportowców, by wspomnieć chociaż Marcina Gortata. Podobno spory odsetek zwolnień z zajęć wychowania fizycznego, to właśnie sprawka zbyt pobłażliwych rodzicieli. Dzięki akcji mają oni uświadomić sobie, że te lekcje przynoszą ich pociechom dużo pożytku, przyczyniając się do ich rozwoju na równi z innymi przedmiotami.

Idea jest szczytna, bo sama na co dzień korzystam i chwalę sobie dobrodziejstwa płynące z regularnej aktywności. Filmiki i sami sportowcy, również muszę przyznać bardzo sympatyczni. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten wspaniały cel próbuje się realizować od dupy strony. A wiem to, bo byłam po obu stronach barykady.

Dzisiaj, przed trzydziestką, chętnie spędzam wolny czas aktywnie, ale musiałam do tego długo dojrzewać. Jako dzieciak z dużą wadą wzroku przez długi czas miałam problem z prawidłowym ocenianiem odległości i z koordynacją ruchową. Do dziś jestem trochę niezdarna i wpadam na różne przedmioty. Do tego, dołóżmy jeszcze wagę ciała, która wahała się od przeciętnej do klopsika i z powrotem. I przepis na katastrofę mamy gotowy.

Zajęcia z wf-u nigdy nie były moimi ulubionymi, ale na początku podstawówki, dzięki pani Ali chętnie spędzałam na nich czas. Na jej lekcjach każdy, kto uczestniczył w zajęciach dostawał na okres piątkę za chęć i zaangażowanie i wtedy po prostu świetnie się bawiliśmy. Jednak w klasie czwartej zaczęły się problemy.

Pan Darek szukał sobie sportowych talentów i dzielił nas na grupy według uzdolnień. Niby ok, bo każda grupa miała ćwiczenia dostosowane do swojego poziomu, ale po pierwsze wszystkich oceniał tak samo, a po drugie nawet nie wiecie przez ile lat ciągnęło się za mną wspomnienie bycia kapitanem grupy trzeciej (najgorszej z najgorszych). Nazwał to grupą S jak specjalna, co było oczywiście żarcikiem. Ale czy taki żart może śmieszyć dojrzewające, trzynastoletnie dziewczęta?

Ten, skądinąd sympatyczny, facet przykleił mi łatkę, której nie mogłam pozbyć się potem przez kilkanaście lat. Łatkę pierdoły, nie tyle w oczach rówieśników (nadrabiałam czym innym), ale w swoich własnych oczach. Minęła szkoła jedna, druga, studia, a ja dorosła kobieta nadal muszę udowadniać sobie, że nie jestem gorsza, wolniejsza i mniej sprawna od innych. Że nie jestem z grupy S. W podstawówce miewałam urojony okres po dwa razy w miesiącu.

Druga rzecz, warunki nazwijmy to techniczne. Obie moje szkoły (jestem ze starej gwardii, która nie załapała się na gimnazjum) nie miały za moich czasów odpowiednich warunków, aby prowadzić lekcje wf, więc nagminnie zdarzało się, że na jednej połowie sali gimnastycznej ćwiczyły dziewczęta, a na drugiej chłopcy. Możecie się domyślać z jak niezdrową ekscytacją się to wiązało. I jak trudne było dla nastolatek, których ciało właśnie zaczyna się zmieniać i które nierzadko są jednym wielkim kompleksem. Szczyt szczytów nastąpił, kiedy w liceum, nie pamiętam z jakiego powodu, chłopcy z równoległej klasy mieli nas asekurować przy skoku przez kozła. W niektórych przypadkach wiązało się to po prostu z podtrzymaniem za pupę lub jej okolice, co było ciężko żenujące dla obu stron. Możecie się domyślać, że nie skakałam jak gazela i że w moim przypadku asekuracja polegałaby właśnie na takim podtrzymaniu. Zagroziłam więc koledze, że jak mnie dotknie, to go zabiję. I uroiłam sobie kontuzję rzepki tak sugestywnie, że nawet ortopeda przyznał mi rację.

Studia to już zupełnie inna historia ale i wybór zajęć był ogromny basen, narty, aerobik, siłownia, taniec, judo i wiele innych. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie i nawet ja bawiłam się nieźle, choć kompleksy pozostały.

Czy uważam, że wysiłek fizyczny jest dzieciom potrzebny? Niezaprzeczalnie. Jednak apel do rodziców, żeby zaprzestali wypisywać zwolnienia uważam za niewystarczający. Jak wielu jest jeszcze nieprzygotowanych nauczycieli, którzy skończyli AWF, tylko dlatego, że nic innego nie umieli, a pojęcia o pedagogice nie mają żadnego? Jak wiele jest szkół, które zwyczajnie nie mają warunków, żeby stworzyć dzieciakom dobre warunki do rozwoju fizycznego?

I wreszcie, warto na problem spojrzeć indywidualnie, bo czasem od sprawności ruchowej, ważniejsze jest zdrowie psychiczne.

Zwolnienia wypisywane przez rodziców są wierzchołkiem góry lodowej...

Nadesłane do Redakcji

Piszcie do nas! Czekamy na Wasze historie albo zdjęcia, którymi chcecie się podzielić.
Wybrane teksty, za Waszą zgodą oczywiście, będą publikowane na Foch.pl.
Piszcie: foch@agora.pl

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (52)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: asdf

    Oceniono 27 razy 25

    przede wszystkim te cale zajecia z wf byly zawsze durnowate, nudne i nic nie wnosily do mojego zycia. na szczescie chodzilam do prywatniej podstawowki, w ktorej moglismy wybrac co chcemy, a ze zawsze umialam dobrze plywac, to po prostu bez przerwy chodzilam na basen w ramach wf. mialam tez normalne zajecia, ale ocena byla z tego "ulubionego" wf, wiec sprawiedliwie. schody zaczely sie w liceum, gdzie musialm grac w siateke (jak sie do cholery serwuje tak, zeby przeszlo?) biegi, skoki itd... w ogole mi to nie odpowiadalo. trzeba tez wziac pod uwage, ze nie kazdy jest typem sportowca, ktory lubi grac w druzynie - ja nienawidze, wiec dlaczego bylam do tego bez przerwy zmuszana? w liceum przykleili mi latke ofiary na wf, nie bylo to przejemne, zwazywszy na to ze na prawde dobrze plywalam, wiec nie bylam jakas sportowo uposledzona. to jest na prawde wszystko jakos zle pomyslane w tym systemie. oczywiscie sport jest wazny, ale czemu bez przerwy ta siatka i inne nudy...

  • Gość: madam z.

    Oceniono 21 razy 19

    Słabo mi się zrobiło po obejrzeniu tej scenki rodzajowej. Ja z WF zostałam zwolniona dopiero na studiach, właściwie nie wiem czemu (wypłynęła wada wzroku -10 i mnie wysłano do uniwerkowych okulistów po zwolnienie), ale cieszyłam się, bo miałam więcej czasu dla siebie i swoich spacerów. :)
    Największy problem ze szkolnym WF mam ze względu na oceny. W podstawówce pani pokazała nam tabelę ocen za określony wynik biegu na 60m, uwzględniającą wiek i płeć - i tego rzekomo musiała się trzymać, tak samo jak "podstawy programowej", czyli biegamy na ocenę, rzucamy piłką na ocenę i rżniemy w kosza na ocenę. Jak poszłam do liceum, to okazało się, że pozostałe laski miały chyba inną podstawę programową, bo umiały grać w siatkówkę, a ja nie. To było największe upokorzenie mojego szkolnego życia - sprawdzian z siatkówki. Nie mam po prostu tej koordynacji ruchowej, która pozwoliłaby mi na równiutkie podbijanie piłki. Nikt też przez te 12 lat szkolnego WFu nie spróbował mi tej koordynacji wypracować inaczej niż "no to grajcie", nikt mi nie powiedział, jak mam serwować, żeby sobie nie wybić przy tym kciuka (yup...). Jak w podstawówce grałyśmy w piłkę ręczną, to nauczyciela nie interesowało to, że dziewczyny z SKSu grzmocą w bezbronną bramkarkę z całej siły i że stanie na bramce, to kwestia "uchroń twarz, cycki i brzuch przed ciosem", a nie "nie pozwól przeciwnikom zdobyć punktu"). Tak że ten... Dużo żalu, dużo bezsensownych frustracji, łez i zaniżania średniej, ale mimo wszystko brałam udział w tym WFie. Natomiast zupełnie się nie dziwię, że zwolnienie z niego w końcu wywalczyła pulchna, chyba chora na jakąś wadę serca i parę innych rzeczy dziewczyna z mojej podstawówkowej klasy, która z zajęć nie wynosiła nic, poza pasmem upokorzeń i niskich ocen.

  • Gość: Ajka

    Oceniono 17 razy 11

    Do póki zajecia będą tak wygląały, będą je prowadzili debile, do póty ja moje dzieci zwalniać będę.
    Mam traumę po wfie i głupich babach, co kazały robić dziwne rzeczy, poniżając nas z ławeczk, bo same nigdy nic nie robiły.

    Dlatego jak moją córkę przed basenem bolało coś kilka tyg pod rząd - poszłam do lekarza i ma zwolnienie.

    A lekacje w szkole prowadzi (od klas1) fantastyczna osoba (nie nauczyciel 1-3) i chodzą tam chętnie moje dzieci i nie ma potrzeby zwalniać.

    Na dodatkowe zajęcia sportowe tez chodzą, więc nie grozi im brak ruchu.

    mam wku... jak o tym piszę i jak czytam takie projekty. Przede wszytskim system nauczania zmienić, nauczycieli i ich podejście do uczniów, a nie takie błahostki.

  • vesper_lynd

    Oceniono 13 razy 11

    Dobrze napisane. Ja do tej pory (30 lat stuknęło...) nie pozbyłam się mojej wewnętrznej łatki pierdoły, której się nabawiłam w sportowej podstawówce. Być jednym z nasłabszych w klasie gwiazd sportu to obiektywnie żadna ujma na honorze ;) ale dla 10-12 latki to było źródło kompleksów - które dalej mam.
    Wszystkie te radości (np ćwiczenie z chłopcami - "o, ale jej cycki urosły przez lato!") znam i pamiętam doskonale. Razem z bieganiem przełajowym 2 razy do roku w parku, gdzie z tej okazji notorycznie w krzakach onanizowała się grupa panów. Wiecie, 9 klas w roczniku, roczników kilka okazji nie brakowało..
    Podobnie te nieszczęsne sporty we wszystkich odmianach (egzotyki takie jak dysk, młot, oszczep i skok w zwyż były na porządku dziennym) i biegi w absolutnie wszystkich dystansach.
    Jedyne co pamiętam z moich częstych wf-ów to bezustanne upokorzenie i chęć schowania się pod ziemię. A nie dobrą zabawę i radość ruchu w grupie rówieśniczej. Zaliczyłam ostre wagarowanie z wfu przez co z uczennicy "z paskiem" niemal zawaliłam rok. Nikt nie pytał o co chodziło, tylko dzięki mojej wychowawczyni przeszłam dalej.
    Także nie dziwię się dzieciakom, że wagarują, a rodzicom że zmuszeni przez nie piszą te lipne zwolnienia. Nie jest to chwalebne, ale jeśli polskie szkoły zadbają o pewne podstawowe sprawy dla dzieciaków w wieku dojrzewania, a nauczyciele będą odpowiednio uwrażliwieni na ich kompleksy i niechęć - to czemu nie. Wf może i byłby fajny. A na pewno nie hodowałby kolejnych pokoleń, które na myśl o sporcie dostają ataków paniki i nawrotów dziecięcych traum.

  • Gość: JJ

    Oceniono 11 razy 9

    W mojej szkole w-f wygladal nastepujaco: pani rzucala nam pilke i ochryplym od petow glosem krzyczala-pograjcie sobie! Wracala po okolo 30 minutach, akurat przed dzwonkiem. Program trzeba bylo niestety realizowac, dlatego czasami pani oznajmiala "Dzis biegamy na kilometr!" Te biegi byly dla mnie istnym koszmarem, zawroty glowy, szybko opadalam z sil, utrwalilo mi sie w glowie ze nie umiem i nie lubie biegac. Tak jak bohaterka listu, z wiekiem zauwazylam, ze na poczatku boli ale z czasem mozna osiagac coraz lepsze rezultaty. Teraz lubie biegac, 5km to dla mnie rozgrzewka! Nie rozumiem tylko dlaczego w szkole nie ucza dzieci trenowac. Pchniecie kula, skok w dal, skok przez kozla sa wykonywane na ocene po jednej, gora dwoch lekcjach "treningu"... Mija sie to z celem i dzieciom, ktore nie sa z natury silne i zwinne przykleja sie latke lamagi, mimo ze przy odrobinie wysilku moglyby osiagac swietne rezultaty :) Pozdrawiam autorke listu!

  • Gość: taudzik

    Oceniono 10 razy 8

    To powinna byc akcja pt. nauczycielu zachęć dzieciaki do zabawy/sportu.
    Niech to nie będzie krępujące dla dorastających panienek, traumatyczne dla klasowych niezdar itp. Znajdz im wszystkim coś, dzieki czemu bedą się dobrze bawić

    (podpisano: ofiara losu w szkole podst.)

  • dorazmora666

    Oceniono 10 razy 8

    Oj, tak!!! Wf w podstawówce to był dla mnie KOSZMAR!!! Z trudem osiągałam ocenę dostateczną (dopuszczających, czyli obecnych dwójek, wówczas jeszcze nie było, zapewne tylko dlatego ich nie otrzymywałam). O czwórce prawie nigdy nie było mowy, mimo moich najszczerszych chęci, bo wuefiści oceniali tylko "wyniki", nie biorąc pod uwagę starań... I ta trauma, a zwłaszcza "popsucie" mi świadectwa na koniec podstawówki przez wuefistkę, tak mnie zniechęciły do wuefu, że w liceum rodzice załatwili mi zwolnienie i dzięki temu skończyły się bóle brzucha, biegunki, niepotrzebny stres, a zaczęłam być dużo spokojniejsza i skupiona na nauce...
    Oczywiście moja nauczycielka wuefu mądrzyła się na temat tego, jak to my, zwolnione z wf (a było nas KILKA w klasie! to chyba świadczy o nauczycielach, a nie o rodzicach?), będziemy niesprawne fizycznie, grube, i że dziecka nie będziemy w stanie urodzić... Hehe! Niedawno ją spotkałam... Wygląda jak kolubryna w ciąży i ledwo się rusza.. No, ale tak to jest gdy się w czasie lekcji wf, gdzie nauczyciel winien dawać młodzieży przykład, siedzi na zapleczu i żre ciacha;). Ja natomiast, mimo że jestem po czterdziestce, to mimo, że "laską" nie byłam nigdy, i tak wyglądam i czuję się lepiej, niż niejedna moja rówieśniczka, która na wuefie ćwiczyła. Nie jestem, i nigdy nie byłam zbyt wygimnastykowana, ale jakoś na kondycję ogólną nie narzekam.... I chodzę razem z moim synem (jakimś cudem udało mi się go urodzić...), który też na wf w szkole "gwiazdą" nie jest, ale chyba ma nieco mądrzejszych nauczycieli, bo lubi mimo wszystko te lekcje, do parku linowego, gdzie nie szalejemy wprawdzie, ale i tak dobrze się bawimy!

  • Gość: Smosiek

    Oceniono 10 razy 8

    Znów foch czyta mi w myślach, bo wczoraj, oglądając film, w którym jeden z bohaterów nie umiał pływać, przypomniałam sobie, jak straszny był w-f w szkole. Właśnie basen, kiedy nie umiało się pływać, ale i też i inne wyzwania. Zdarzały się ćwiczenia, które lubiłam, ale rzadko. Może ktoś powinien zacząć się zastanawiać, jak pracować ze strachem dzieci przed przewróceniem się, uderzeniem, zaufaniem asekurującemu nauczycielowi? Nie wszystkie dzieci są nieustraszonymi wariatami włażącymi na szczyt każdego drzewa :)

  • Gość: szukajaca_szczescia

    Oceniono 7 razy 5

    U mnie w podstawówce w ogóle nie było sali gimnastycznej, była klasa z drabinkami i plakietką na drzwiach "sala gimnastyczna" (jak gdyby taka plakietka mogła ją zakwalifikować do takiej rangi).
    Ale to pikuś i nico, bo prawdziwą tragedią dla mnie był fakt, że ZAWSZE była jedna wspólna przebieralnia z chłopakami. Jako pierwsza dziewczynka dostałam miesiączkę, zresztą bardzo bolesną, więc od 11 do 13 roku życia musiałam się z chłopakami przebierać w TE dni, bo pani nauczycielka powiedziała mojej mamie, że mam się nie wygłupiać z przebieraniem w łazience. Przez tą rozmowę z moją mamą zostałam zakwalifikowana do kategorii ciap życiowych, z czym się zmagałam do zeszłego roku. Ale teraz walczę!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX