Natalia Sosin

Czy mężczyźni kochają zołzy?

12.10.2013 09:23
A A A Drukuj
Wydawałoby się, że każda dziewczyna, a już szczególnie kobieta, wie i rozumie, że powinna się cenić i szanować. No, cóż... wydawałoby się. Nigdy jednak nie jest za późno na naukę bycia "zołzą".

Dostałam ponad rok temu, bodaj na urodziny, w formie żartu od kolegi z pracy, książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy". Że ja niby ta zołza. Hihihi, zacny żart milordzie. Książka wylądowała najpierw w szufladzie biurka w pracy, potem wskutek porządków przyjechała z pracy do domu i zaległa w kącie z lekturami do wiecznego nieprzeczytania. Choć to światowy bestseller, nie miałam ochoty się za nią zabierać, bo ja tak strasznie, ale to strasznie nie lubię poradników z gatunku "jak żyć?" albo "jak uwieść go, sprawić by oszalał na twoim punkcie i usidlić na wieki?" Nie uważam, by do czegokolwiek były mi potrzebne. Moje życie jest takie jakie chciałam, by było. Zajęło to wiele lat pracy i pewnie w wielu kwestiach mogłoby być idealniej ale cóż, jest jak jest, a pierwszym krokiem do zadowolenia jest docenianie tego, co się ma.

Ale dość o mnie. Niedawno, przy okazji przestawiania gratów z kąta w kąt "Zołza" trafiła mi znów w ręce. Otworzyłam z nastawieniem "Zobaczę co to za nuda, banał i truizmy, a potem może wyrzucę, choć nienawidzę wyrzucania książek". I wiecie co? Tak, banał i truizmy ale im dalej w las tym bardziej docierało do mnie, że jest mnóstwo kobiet, ba! że znam mnóstwo kobiet, które najwyraźniej nie słyszały nigdy tych banałów! Które wypisz-wymaluj powielają złe schematy opisane w książce. A potem płaczą, że nic im się w życiu udaje.

Zołza czyli kobieta, która wie czego chceZołza czyli kobieta, która wie czego chce

Zołza w tej książce nie oznacza złośliwej zrzędy (w oryginale "bitch"). Zołza, to kobieta, która wie czego chce, lubi i szanuje siebie i nie opiera swojego poczucia wartości na tym, że kogoś ma lub nie. Robi to, co lubiła robić zanim poznała jego - i nie chodzi tu o odcinanie się czy arogancję, "trendy" i "cool" przebojowość. Chodzi o panowanie nad sobą i swoim czasem, które daje prawdziwą siłę.

Szanuj się, bo inaczej inni nie będą ciebie szanować.

Każda z nas słyszała wypowiedziane przez mamę, babcię, nauczycielkę TO ZDANIE: "Szanuj się, bo inaczej inni nie będą ciebie szanować". Oczywistość. Jednak, dość często powtarza się taki schemat: dziewczyna w piątek cała w skowronkach wychodzi na randkę z "tym idealnym", po kilku drinkach lądują u niego lub u niej, a w środę ona płacze, bo on nadal nie zadzwonił. W końcu pisze do niego smsa albo wiadomość na fejsie czym grzebie swoje szanse na cokolwiek sensownego. Dlaczego? Bo fakt, że jest w stanie iść do łóżka z praktycznie obcym mężczyzną dla niego świadczy o jednym: może to zrobić z kimkolwiek. Tak, to trąci babcinymi radami, ale co zrobić - babcine rady mają to do siebie, że są najlepsze. Mężczyzna lubi i chce zdobywać kobietę, wtedy sukces jest bardziej ekscytujący. A kobieta powinna chyba poznać potencjalnego ukochanego na tyle, by wiedzieć czy na przykład nie jest seryjnym mordercą.

Ryan Gosling lubi dziewczyny, które się szanująRyan Gosling lubi dziewczyny, które się szanują

Faceci lubią być zdobywcami.

Banał? Tak, oczywiście, dlatego - jak to banały - jest prawdziwy. "Staram się jak mogę, gotuję obiadki, wyglądam nienagannie, a on nic". Bo on odczytuje to tak: "Za bardzo się wysila, traktuje mnie jak dziecko, jest miła ale brak iskry". A czym miałaby być ta iskra? Odrobiną nastawienia "a-co-mi-tam", pokazywaniem że nie jest pępkiem świata i fantastycznie radzisz sobie sama i jeżeli wybierzesz jego, to dlatego że chcesz a nie - bo musisz, masz trzydzieści lat i wszystkie ciotki pytają cię, kiedy wyjdziesz za mąż.

Niezależność jest bardzo ważna.

Także finansowa. Kobieta, która po kilku miesiącach znajomości wprowadzi się do mieszkania mężczyzny czy on tego chce czy nie, bo właśnie straciła pracę/z jej mieszkaniem jest coś nie tak i wyciągnie rękę po kasę raczej nie wzbudzi szacunku. Zołza ma swój honor i nie stoi z wyciągniętą ręką. Większość fajnych facetów chce silnej kobiety która dla niego też będzie w razie czego stanowiła wsparcie a nie - zagubionej dziewczynki którą nieustannie trzeba prowadzić za rączkę. Zołza nie ugania się za mężczyzną, ma swój czas, swoje zainteresowania i swoich znajomych, jej życie nie kręci się wokół niego i nie sprowadza do oczekiwania kiedy misio wróci z pracy. Ceni się wysoko i dba o siebie, bo szacunek do siebie odzwierciedla się także w tym, jak człowiek traktuje swoje ciało. Nie znaczy to, że kompletnie ma w nosie potrzeby partnera. Może nie czeka dzień w dzień z obiadkami, ale kiedy ma czas robi coś dla niego i robi to z radością.

Partnerstwo znaczy równość

Zołza nie będzie stawała na głowie by zrobić na kimś wrażenie i postawi granice, ale też szanuje jego niezależność, nie kontroluje, nie matkuje. Chwali i docenia, gdy on coś dla niej zrobi. Jeżeli jest cwana, to chwali wręcz przesadnie, co red. Rączkowska nazwała "lajaniem". Bo wiecie co? I tu kolejny banał: oni kochają zawsze mieć rację.

Nie chcesz być jego przeciwnikiem

Czyli - brawo! - dajesz wyzwanie do walki, więc stajesz się jego przeciwnikiem. Chyba nikt tego nie chce. Ulubione słowo mężczyzn? "Najlepszy". "Nie znam nikogo kto przesunąłby ten fotel lepiej". "Jejku, jaki ty jesteś silny, najlepiej na świecie przykręciłeś tę półkę/wniosłeś zakupy/posprzątałeś". Sprawdźcie - działa. Tak samo jak na nas działa męska wersja "lajania". Powiedz kobiecie, która dopiero co wstała, ma spuchnięte oczy i kołtun na głowie "Dla mnie zawsze wyglądasz jak księżniczka". Sukces gwarantowany.

To on płaci.

Już widzę te oburzone komentarze panów, że co z tym równouprawnieniem i że jakie to antyfeministyczne i niesprawiedliwe. Wiecie co? Niesprawiedliwe jest to, że zarabiamy 60 procent waszych pensji i tylko my możemy rodzić dzieci. Dżentelmen płaci i koniec. Rzecz w tym, że kobieta nie powinna zachowywać się tak, jakby jej się to należało. Kobiecie, która uważa, że wszystko jej się należy z automatu po prostu brak klasy. Jeżeli on płaci, to miło to zauważyć i podziękować za kolację czy cokolwiek to było. No i nie robić mu akcji typu - zapraszam cię na kolację w twoje urodziny ale ty za nią płacisz (wiem, trudno uwierzyć, że takie kobiety istnieją ale ONE ISTNIEJĄ!)

Uważaj, na co się piszeszUważaj, na co się piszesz

Uważaj, na co się zgadzasz. Jeżeli na początku chcesz zrobić dobre wrażenie, gotujesz obiady z pięciu dań, składasz skarpetki w kostkę i zawsze wyglądasz przy tym nienagannie, to właśnie wpędzasz się w maliny. Jeżeli od początku przyzwyczaisz go, że ma wszystko podane na tacy, odwyk będzie trudny i bolesny dla was obojga. Jak w tym liście nadesłanym do redakcji Focha. Kochana Autorko, nie jesteś żadną zołzą ale najwyższa pora byś nią została!

Nie oczekuj, że on będzie czytał w twoich myślach.

Mężczyzna niekoniecznie zdaje sobie sprawę z tego, że kobieta dla niego coś poświęca. I trudno mu się dziwić, no chyba że jest Kaszpirowskim i przenika twe myśli. Jeżeli coś jest dla ciebie wyrzeczeniem to mu to powiedz...

I tak dalej.  Większą część poradnika można streścić w jednym zdaniu: szanuj siebie i kochaj, bo jesteś kimś. Aretha Franklin przybiłaby piątkę.

Żeby nie było - w książce jest też dużo żenujących rad z gatunku "Załóż kozaki w stylu go-go a zostaniesz dziewczyną jego marzeń" lub "Podaj mu na kolację popcorn i parówki, a już zawsze będzie cię zabierał do restauracji" i inne tego typu bzdury. Jest też sporo wskazówek, których nie umiem ocenić, na przykład o tym, jak od nowa rozpalić iskrę w długoletnim związku, odzyskać szacunek i wiarę w siebie.

Najbardziej przeszkadzał mi w jednak w "Zołzie" kompletny brak zauważenia czegoś tak istotnego jak miłość i sprowadzanie związku do gry w podchody, gonienia, polowania, uciekania i innych taktyk rodem z Animal Planet. Przecież życie i uczucia są bardziej złożone, nie można patrzeć na innych tak cynicznie i traktować faceta jak pralkę - wystarczy że tu naciśniesz guziczek, tam nalejesz odpowiedniego płynu i działa jak panienka szanowna sobie zażyczy. Mężczyzna też człowiek!

Ale ogólnie - lektura ok i bez wątpienia może przydać się zahukanym dziewczynom, którym brak przebojowości albo wikłają się w kolejne nieudane związki. Zatem, niniejszym mentalnie wchodzę pod stół i odszczekuję część z tego, co pomyślałam sobie o "Zołzie". Tak, jest poradnikiem "jak żyć" pełnym wskazówek oczywistych ale zachowam ją - może przyda się jakiejś koleżance, która będzie potrzebowała lekcji samoakceptacji i wiary w siebie.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (55)

Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: jotceem

    Oceniono 40 razy 40

    co do ciotek, które zawracają tyłki trzydziestkom - widziałam gdzieś ostatnio taki napis "Troskliwe ciotki na weselach pytają: Kiedy będzie Twoja kolej? Zapytaj je o to samo na najbliższym pogrzebie"...
    Zołzowatość w piekielnej postaci :)

  • Oceniono 77 razy 33

    Ta książka jest dokładnie tak samo idiotyczna, jak inne tego typu poradniki. Można ją streścić tak: To książka dla kobiet, których nadrzędnym celem w życiu jest przygruchanie misia, wiec uczą się, jak udawać, że im na tym w ogóle nie zależy, żeby ktoś je zechciał.
    To piękny przewodnik po tym, jak postawić w centrum świata męskie potrzeby i wyobrażenia. On ma problem z seksem na pierwszej randce? Cóż, on ma prawo kierować się swoim popędem i nie myśleć, jak ty to ocenisz. Ale ty pamiętaj: nóżki razem, odliczamy do trzech randek i choćbyś w majtkach miała Niagarę, to zgrywaj niedostępną. A może jako nagrodę za trudy i poświęcenia zdobędziesz sobie na dłużej frajera, który uważa seks za "nieszanowanie się". Rzecz jasna - tylko w twoim przypadku. Bo od niego absolutnie nie można wymagać, żeby wstrzymał się z seksem, aż przekona się, że nie jesteś seryjną morderczynią ze szpikulcem do lodu pod łóżkiem.

    Coś jeszcze? Nigdy, ale to przenigdy nie dzwoń pierwsza. Bo misio się przestraszy, poczuje się mentalnie wykastrowany i już nigdy nie upoluje dla ciebie mamuta. Pewnie, bo po co znaleźć sobie normalnego faceta, dla którego WZAJEMNE okazywanie zainteresowania i zaangażowania jest czymś naturalnym. Uwaga: w pakiecie z taką normalnością jest też fakt, że mężczyzna (nie mylić z misiem - to inny gatunek) nie czuje się supermanem, bo zrobił zakupy i przyniósł do domu. I na akcje w stylu: wachlowanie rzęsami, buzia w ciup i świergot: Kochanie, ale ty jesteś silny, tyyyle ziemniaków przyniosłeś, ahh... może zareagować w najlepszym wypadku popukaniem się w głowę, a w najlepszym błyskawiczną ucieczką. Do jakiejś normalnej kobiety, bo po co normalnemu facetowi przy boku pani ekhm... mądra inaczej, która potrzebuje do życia gierek rodem z takich poradników.

  • Gość: anula

    Oceniono 19 razy 15

    Tę książkę trzeba brać z przymrużeniem oka, i to dużym. Mój ulubiony durny fragment to przepis na "smakowite maczanki", czyli pokrojone parówki z keczupem którymi trzeba karmić chłopa zeby sobie nie pomyślał że (o zgrozo! o feministyczni bogowie!) umiesz gotować.

    Ale "Zołza" zachęca przede wszystkim, żeby mieć szacunek do siebie. Mając szacunek do siebie nie przygruchasz byle portek, tylko wartościowego faceta z którym się da stworzyć wartościowy, satysfakcjonujący związek. A ludzie w satysfakcjonujących związkach żyją dłużej, są zdrowsi i (przepraszam za nieprzyzwoitość) szczęśliwi. I moim zdaniem to nie wstyd czegoś takiego chcieć, ani do tego dążyć. Jeśli jest poradnik który w tym pomoże - tym lepiej.

  • Gość: mirka

    Oceniono 16 razy 8

    Wpadłam na tę książkę przypadkiem... i od razu zrujnowałam się na kilka egzemplarzy, które rozdałam pomiędzy córkę, dziewczyny, które są na starcie w dorosłe życie, a nawet takiej jednej trochę starszej....
    Tylko ja tę książkę odczytałam źdźbło inaczej - jako "instrukcję obsługi men-a". Bo panowie jednak inaczej niż my postrzegają świat. A ta książka pokazuje jak dane sytuacje odbierają faceci i skąd biorą się konflikty, niedopowiedzenia i niezrozumienia. Może dlatego nie odczułam braku problemu uczuć. Bo żeby miłość mogła płonąć pełnym blaskiem - musimy szanować siebie i partnera. A jak się nie rozumiemy, rozmijamy w potrzebach i nie rozmawiamy o tym - to pewnie i miłości z tego nie będzie, co najwyżej oczarowanie na chwilę.
    A może to wynika z różnicy wieku? To inne odebranie. W każdym razie - książkę należy przeczytać. Każda znajdzie coś dla siebie....

  • Gość: majkey

    Oceniono 15 razy 7

    Ta lektura nie jest tylko dla zahukanych. Czasem, na pewnym etapie życia, kobieta może stracić głowę dla faceta i mimo, że zawsze sobie świetnie radziła i była ponadto, teraz nagle jest na każde gwizdnięcie faceta. I jeśli się widzi taką dziewczynę to trzeba jej dać tę książkę - pomogło mnie i moim dwóm przyjaciółkom.

  • Gość: Złośliwiec

    Oceniono 12 razy 6

    Z pewnością poczytna lektura dla osobników postrzegających świat metaforyczno-mnemotechnicznie, czyli "faceci są jak ptaki/pudełko czekoladek/pralki/psy/Marsjanie/toalety/jakieś 70 parę kilo mięsnych ochłapów na wapiennym szkielecie opiętych nieprzesadnie włochatą skórą i do tego ożywionych na przekór panującym chłodom świata, o czym świadczy błysk w skądinąd martwym oku"*

    * nieprzydatne przekreślić

  • Gość: karmelkowa

    Oceniono 4 razy 4

    Przyznaję, książki nie czytałam, ale... po tym, co pisze redaktor Sosin chętnie przeczytam :-) Choćby po to, żeby umilić sobie czas w oczekiwaniu na nową Bridget.

    A tak a propos (a może i zupełnie nie, skoro nie czytałam?), to przypomniał mi się film "Kobiety pragną bardziej", a zwłaszcza jego pierwsze minuty :-)
    "Na pewno zapomniał numeru twojej chaty. Albo pożarł go lew..."
    Czasem lepiej mówić o poważnych sprawach nie całkiem poważnie.

  • Gość: lilla

    Oceniono 1 raz 1

    Kobiety mysla, ze mozna sie nauczyc byc atrakcyjna (nie mylic z perfekcyjnym wygladem, bo to kwestia finansow, gustu, cwiczen itp) i miec powodzenie, czyli mozliwosc wyboru z wiekszej ilosci facetow.
    Nie mozna sie niestety tego nauczyc ani zagluszyc wlasnego charakteru. Dlatego poradniki nie pomagaja.
    Albo sie ma te sile przyciagania albo sie jej nie ma. To niestety przykre, ale prawdziwe.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Na FochForum