Anka Rączkowska

Kiedy jestem chora, to jestem chora - nie robię!

10.03.2014 17:26
A A A Drukuj
Rzadko choruję. Ostatnio chyba rok albo dwa lata temu. Mówię o "chorobach" typu przeziębienie czy grypa, które niby niewinne, a mogą człowieka z nóg zwalić. Na nic poważniejszego nie zapadam. Na razie. Bozia dała odporność, dobrze o siebie dbam? Kto wie. Ale czasem jednak się zdarza. I wtedy, moi drodzy, nie ma zmiłuj.
Wróć do artykułu

Anka Rączkowska

Koleżanki mówią na nią Ręka. Niespełniona tancerka, piosenkarka i aktorka. Pewnie dlatego wrzeszczy ze sceny w Chórze Kobiet.

Na co dzień dziennikarka w kolorowym magazynie GRAZIA oraz blogerka, wzorowa żona i matka (dwoje dzieci w dorobku). Ostatnio zajęła się nie-modą. Efekty możecie śledzić na Blind Bloger na Facebooku i na Instagramie.

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (64)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Oceniono 52 razy 50

    Na samą grypę to może się nie umiera, ale na zapalenie osierdzia - owszem. Niestety znam więcej niż jeden przypadek śmierci grubo przed 40 z takiej fundamentalnej głupoty i lekkomyślności. Wielu takich niezniszczalny po ziemi jeszcze chodzi. Jednym się uda innym nie.

  • Gość: nat

    Oceniono 46 razy 44

    Jak najbardziej popieram, choć sama się musiałam tego nauczyć. Że mi też wolno chorować. I że świat się nie wali wtedy. I że jak te trzy dni śpię, to koniec końców wychodzę z tego wszystkiego szybciej i bez powikłań. Odkąd przechodzone przeziębienie zamieniwszy się w zapalenie mięśnia sercowego i zabiło znajomą osiemnastolatkę, jakoś zaczęłam racjonalniej podchodzić do całej sytuacji. Chorobę należy przechorować, wyleżeć, nie przeszkadzać organizmowi. A tych wszystkich zagrypionych bohaterów mam ochotę rozstrzelać, bo nawet jak sama nie złapię, to istnieje szansa, że przyniosę mikroba dziecku.

  • Gość: botwinka

    Oceniono 35 razy 33

    Byłam ja raz harda, tyrałam dosłownie do upadłego - najpierw z chrypą, potem bez głosu, potem z kaszlem, potem z zapaleniem oskrzeli, a na końcu z obustronnym zapaleniem płuc. Z tym ostatnim nie dało się już tyrać, więc poległam. 3 tyg. w łóżku, miesiąc zwolnienia, pół roku dochodzenia do siebie (bez sportu - to dopiero była dla mnie kara!). Miałam 25 lat - pierwsza naprawdę poważna praca, chciałam się wykazać... Nauczkę dostałam. Już tak nie robię. Ale gdybym na własnej skórze nie doświadczyła - pewnie bym kozaczyła po dziś dzień. I jak radzi mezczyzna.inaczej tworzę sobie rezerwy na czarną godzinę. Bo nigdy nie wiadomo kiedy i jakie wirusy, bakterie czy oszalałe komórki vel nowotwór człowieka dopadną.

  • aniakuleczka

    Oceniono 15 razy 15

    trochę Ci zazdroszczę, bo ja tak nigdy nie umiałam chorować
    choć kiedyś - niech to będzie dla innych przynajmneij nauczką
    'przechodziłam' zapalenie gardła - trochę pastylek do ssania i miało przejść
    przeszło
    do mózgu
    3 tygodnie w szpitalu z bakteryjnym zapaleniem opon mózgowych
    semestr na studiach w plecy i inne takie.

  • Gość: bzik

    Oceniono 12 razy 10

    Nawiązując do tytułu "Kiedy jestem chora, to jestem chora - nie robię!" niestety w moim przypadku niewykonalne. Właśnie jestem chora na anginę i mam wrażenie, że umieram. Niestety mam obowiązki, dwójka dzieci, przedszkolak i niemowlak. Mąż nie za bardzo pomoże, bo też choruje na to samo. Więc chorować się nie da :(

  • Gość: kwasna

    Oceniono 31 razy 9

    Ha! Ja dodam od siebie - chorujcie, póki możecie. Póki po domu nie snuje się obsmarkane i jęczące dziecię, wyłączajcie telefony, zasłońcie okna i chorujcie w spokoju. Bo przyjdzie czas, że w pakiecie do swojej gorączki, będziecie mieć gorączkę dziecia, że nie da się zalegnąć na pół dnia, bo Mamo chce mi się kupę, zapalisz mi światło?, Mamo chce piić, Mamo przytul, Mamo poczytaj....i wtedy problem niewysłanych majli znika, bo i tak musicie zlec z łoża boleści, a więc jedna cholera, można w międzyczasie popracować zdalnie...

    Co ciekawe, o ile dla Taty całkiem oczywiste jest, że chora żona zostaje z chorym dzieckiem w domu, kiedy on idzie do pracy, to absolutnie niewyobrażalna jest sytuacja odwrotna - spróbujcie zaproponować umierającemu właśnie na katar mężczyźnie, który domaga się przyniesienia ze sklepu jedynej ratującej mu życie herbatki lipowej, aby na te 15 minut został z dzieciem w domu. Buahahaha. Przecież on jest nieprzytomny, ma z 40 stopni gorączki (wrednie i podstępnie zweryfikowane przez okrutną żonę - 37,2 :D :D :D ), jak w TYM stanie ma opiekować się pięciolatkiem?!?!?!?!

  • Gość: chora

    Oceniono 10 razy 8

    Ja właśnie na tygodniowym zwolnieniu. Pierwsze przeziębienie przechodzone, nie oddałam zwolnienia. Dwa miesiące później nieznośny ból gardła. Poszłam do lekarze po tygodniu, diagnoza - zapalenie tchawicy. Zwolnienie siedem dni. Więc siedzę i już myślę po pierwsze o kasie, po drugie o kasie i po trzecie też. A po czwarte mimo że wiem, ze się świat nie zawali, moja firma też nie i że w ciągu siedmiu lat pracy tam byłam na zwolnieniu 2 razy to chyba do cholerki mogę i ja czasem zachorować to jest stres. Duży. Artykuł mówi wiele prawdy, ale dzisiaj mamy takie czasy. Ja nie chcę nikogo zarażać, zagrażać itp ale kurde chce pracować. A dzisiejsi pracodawcy, cóż, sami przecież wiecie.

  • mirrorqueen

    Oceniono 8 razy 8

    Ja tak umieram na grypę. Jak mi dobija do 38 temperatura i łamie w kościach+mdłości to wymiękam i idę chorować. I wtedy trzeba nade mną skakać, dopieszczać itp. A co do chorych przychodzących do biura, mam tylko jedno do powiedzenia: WON! Wszyscy chorzy, zakatarzeni i przeziębieni - i w pracy oczywiście rozsiewają zarazę. Przemykam się korytarzami, chyłkiem, jeszcze trochę i zacznę okadzać szałwią i wylewać pomieszczenia wrzącym octem. Skóra na mnie cierpnie jak myślę o katarze. Już wolę grypę. Dlaczego? Bo mam skrzywioną przegrodę nosową i na co dzień jest ok, ale przy byle katarze puchnie mi pół twarzy wliczając w to oko tak, że nie da się go otworzyć. Więc idźcie chorować do domu.

  • Gość: anna T

    Oceniono 8 razy 4

    Nauczylam sie,ze juz z siebie superwoman nie robie,bo predzej czy pozniej to sie msci,organizm sie o swoje upomni,jedyna rzecz jaka robie to odwiezienie dzieci do szkoly i zlobka (maz zaczyna prace zanim otworza zlobek) i do lozka,nawet pozbylam sie juz z tego powodu wyzutow sumienia, wole tak przelezec pare dni niz jak potem zachorowac drugi raz za 2 tygodnie albo miec jakies powiklania,a ludzie przychodzacy chorzy do pracy mam ochote udusic

  • splatanie.kwantowe

    Oceniono 3 razy 3

    Korposzczury i pomniejsza wazelina wolą ryzykować życie niż odmówić. Takie korporacyjne popatrz jaka jestem dzielna i dbam o firmę! A później kop (zazwyczaj w dół) i adios korpo debilu:-) Kompleksy, kompleksy...małostkowość i strach.

  • Gość: mat

    Oceniono 2 razy 2

    A mnie wkurza inna rzecz - u mnie w pracy niby są ok. Rozumieją, że ktoś chory, to go nie ma (bo pracuje tu ludzie poważni, nikt nie nadużywa nieobecności) , dba o innych, by nie zarazac, ale jak jestes na chorobowym , to dzwonia/ mejlują do ciebie, zebys... pracowal z domu, tzn. nazywa sie to "czy nie mozesz nam pomoc i zrobic to i tamto?".
    I rzecz jasne nie przyjdzie im do glowy, ze gdybys mogł pracowac, to bys do cholery byl w pracy, a nie siedzial charczacy, z goraczka w domu.
    Oczywiscie odmowa jest niemile widziana - efekt: mobbinguja cie (a przeciez sie dasz, bo zatrudnienie, kredyty, dzieci), bys pracowal ledwo cieply w domu, a do tego za chorobowe dostajesz 80% wynagrodzenia (zgodnie z prawem, jak jestes zatrudniony na etat. ).
    Czyli zmusimy cie do tyrania mimo choroby i jeszcze zmniejszymy wynagrodzenie. Urwał, no!
    Tez tak macie?

  • Oceniono 1 raz 1

    Wcale nie śmieszne. Od przechodzonego zapalenia ucha (bo bez pani dom i firma by się zawaliła) rozpoczęła się sepsa, po 3 miesiącach walki o życie pozostał niedosłuch i szumy w łepetynie, że teraz to nawet psychiatra nie pomoże. Kto miał, to wie. Lepiej "poumierać" ten tydzień w łóżku

  • ten_login_jest_niepoprawny

    Oceniono 3 razy 1

    Mój 35-letni znajomy umarł z powodu powikłania grypy. Sąsiedzi słyszeli, że kaszlał, ale chodził do pracy. Myślał, że jest wysportowany, bo codziennie biegał. Jak nie dotarł do pracy, to okazało się, że nie żyje. Znaleziono go w fotelu przed telewizorem.

  • Oceniono 1 raz 1

    Dość często przeziębiam się. Chodzę do lekarza, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby chciał mi wypisać zwolnienie. Dostaję leki na złagodzenie objawów i do roboty!

  • mezczyzna.inaczej

    Oceniono 3 razy 1

    Rozumiem, że następuje powrót do zdrowia? Jeśli tak, to bardzo dobrze, pogoda w tym tygodniu ma sprzyjać, ja wybitnie naładowałem dzisiaj baterie prawie już wiosennym słońcem.

    Z tym wzbranianiem się przed chorobą (że to jeszcze nie choroba, jeszcze da się pójść do pracy), to niestety odwieczna reguła. Dopóki nas nie zmoże, dopóty będziemy próbowali funkcjonować. Dopiero aż nas organizm porządnie kopnie w zadek, zaczniemy inaczej na to spoglądać.

    A co do radzenia sobie nie na etacie. Trzeba sobie po prostu stworzyć rezerwy - nie ma innego wyjścia, jeśli chce się mieć jakieś poczucie bezpieczeństwa. Czyli ekstra kasa lub ta "dotyrana" nie na zbytki, ale na prywatny fundusz zabezpieczający. A jak już bufor finansowy jest, to można zacząć wydawać na inne potrzeby.

    Swoją drogą cywilizacja nas rozpieściła (a właściwie socjalizacja). Kiedyś trzeba było dbać o własny tyłek, teraz dużo rzeczy przerzuca się na innych (państwo, pracodawca, rząd, itd.).

  • Gość: Lucy

    0

    Padłam ofiarą koleżanki, co to na zwolnienie iść nie może i czwarty tydzień do pracy z kaszlem i katarem przychodzi. Trzeba dbać o siebie nie tylko chodząc co miesiąc do fryzjera, dwa razy w tygodniu na fitness i myjąc zęby dwa razy dziennie. Czasami najlepszy sposób na zadbanie o siebie to po prostu sobie na chwilę odpuścić! Ja w poniedziałek wracam do pracy po tygodniowym zwolnieniu i już wiem, że moje koleżanki z sekcji uważają, że przedłużyłam sobie zwolnieniem długi weekend i w poniedziałek przywitają mnie z grymasami na twarzach i nie będą się do mnie odzywać. Ale cóż, już przywykłam, bo niestety to samo jest, gdy pójdziesz na urlop (każdy oprócz zaplanowanego dwutygodniowego), pójdziesz na kawę z koleżanką z innego pokoju, albo przyjdziesz do pracy w dobrym humorze. Ja akurat doszłam do wniosku, że lepiej zadbać o siebie niż o dobre humory koleżanek :)

  • Oceniono 6 razy 0

    A ja się zastanawiam, skąd się biorą choroby. Ostatni raz chorowałam na anginę 23 lata temu, potem na zapalenie oskrzeli 15 lat temu i wsio. Przelotne katary raz na 3 lata, ot i wszystko. Czasem oskrzela nie lubią za sucho, to włączam nawilżacz na pełny etat. A grypę miałam hmmm... będzie 38 lat temu. Jak to jest, że teraz ludzie się szczepią, a i tak chorują jak wściekli?
    No tak, ale ja śpię najlepiej w +16 a funkcjonuję przy maksimum +20 zimą. Latem mogę przy każdej temperaturze, klimie, przeciągach, nigdy nic się nie dzieje. Proszę, błagam NIE PRZEGRZEWAJCIE mnie! Nie zawsze się da, dlatego te sporadyczne zachorowania.
    To może popracować nad odpornością, zamiast chorować?

  • Oceniono 2 razy -2

    Pacjentom piszę zwolnienia (jeśli się zgadzają), sam - chodzę do roboty, póki nie padnę. I zwykle jakoś nie padam.

  • Gość: Dominika

    Oceniono 4 razy -2

    Może nie na temat, a może tak. Polecam witaminę C lewoskrętną. Ja biorę jak mnie coś łapie w postaci mielonej skórki dzikiej róży, kupiłam w zielarskim sklepie. Zatrzymuje rozwój przeziębienia, to sprawdziłam i polecam. Zamierzam przetestować w innej postaci, jak mi się te wióry skończą.
    Też jestem hipochondryczką, w dodatku zawsze mam wrażenie, że ta choroba nigdy się nie skończy. Taki defekt mózgu :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Na FochForum